No i mamy pierwszy oficjalny przeciek z nadchodzącego wielkimi krokami albumu Systematic Chaos Drimów… Można pobrać za darmo prosto od krowy (producenta) (wysyłają na maila link do pobrania pliku), albo bezpośrednio np. z tej strony.
Pierwsze wrażenia? Utwór jest ciężki, wgniatający w fotel. Tak ciężko to grali chyba tylko na Train of Thought, choć to brzmienie jest inne, jakby nowocześniejsze. LaBrie eksperymentuje z linią wokalną, co, przyznam szczerze, miejscami niekoniecznie mi odpowiada, choć chwilami brzmi też świetnie. A co wyczyniają pozostali panowie? Portnoy na perkusji utrzymuje zwykły poziom - znawcy tematu wiedzą, że jest to wybitny komplement. Petrucci w zasadzie też - kilka solówek i mnóstwo ciężkich riffów to jego żywioł. Rudess serwuje nam świetny klawiszowy podkład. Mamy też oczywiście krótkie, choć efektowne solo basowe Myunga.
Nie jestem w stanie obiektywnie ocenić tego kawałka. Gdyby to nie był Dream Theater to pewnie uznałbym go za genialny. Ale to jednak jest Dream Theater… Nie chodzi o to, że spodziewałem się od nich czegoś innego. Raczej czegoś więcej. Ale przecież ten utwór ma niespełna 7 minut, co czyni go trzecim z najkrótszych na płycie. Constant Motion spełnił niektóre moje oczekiwania… może dziesięciominutowce spełnią pozostałe? Zresztą nie ma co oczekiwać za dużo - lepiej wyobrażać sobie mniej i mile się zaskoczyć, niż więcej i przeżyć rozczarowanie.
