Stało się. Microsoft po ponad pięciu latach od wydania XP zaprezentował oficjalnie finalną wersję nowego systemu z rodziny Windows - Vista. Zapowiadana była rewolucja - wszystko jest po staremu. Windows dalej straszy wymaganiami sprzętowymi, dalej jest mało funkcjonalny i konfigurowalny, Microsoft dalej jest monopolistą. Polscy tłumacze dalej dają ciała. Po przetłumaczeniu na stronie IE “We heard you” (czytaj: jesteśmy Tobą zainteresowani, bierzemy Ciebie pod uwagę) jako “Słyszeliśmy opinie klientów” (czytaj: coś tam mówili, ale niewyraźnie, a zresztą kogo obchodzi ich zdanie?) przyszedł czas na Vistę. I tak hasło “Easier. Safer. More entertaining. Better connected.”, które nawet trzyma się kupy, w polskiej wersji językowej istnieje jako “Prostszy. Bezpieczniejszy Przyjemniejszy. Lepsza komunikacja”. Ta “Lepsza komunikacja” pasuje do reszty haseł jak pięść do nosa. Zauważyłeś(aś), że między “Bezpieczniejszy” a “Przyjemniejszy” brakuje kropki? Ja też. Ale korektorzy Microsoftu nie i teraz strona główna “straszy” błędem. Mniejsza o to. Czepiam się szczegółów, a przecież kogo obchodzi to, jak wygląda strona jakiegoś produktu. Zwłaszcza, że wyświetla się poprawnie tylko pod przeglądarką Microsoftu.
Więc czym Microsoft zajmował się przez te pięć lat? Trzeba przyznać, że czasu nie marnował i udało mu się skopiować sporą część technologii z MacOS’a i Linuksa. Od razu zaznaczam, że nie mam nic przeciwko temu, żeby Microsoft brał przykład z lepszych, tylko żeby tego nie reklamowali jako nowość, bo dla ludzi nieco bardziej obeznanych jest to po prostu żenujące, a “zieleni” są wprowadzani w błąd. User Account Control? Od niepamiętnych czasów w Linuksie. Aero? Fajnie, może zakończy erę obrzydliwej Luny z XP, tylko czemu jest tak podobne do Aqua znanego z MacOS X? Windows Search? Wierna kopia Spotlight, ponownie z MacOSa. Sidebar? Odpowiednik MacOS’owych widgetów i linuksowej (konkretnie: KDE) SuperKaramby. Ale czy to kogokolwiek obchodzi, że wszystkie te technologie są dostępne od lat? I tak wierni użytkownicy Windowsów kupią (albo raczej: spiracą) nowy system i będą się zachwycać jakie to wspaniałe nowości oferuje im Wielki Steve (Ballmer - pierwszy sekretarz Microsoftu, utożsamiany błędnie z Billem Gatesem).
Na stronach Microsoftu trudno znaleźć informację o jeszcze jednej, na dłuższą metę może się okazać że najważniejszej, nowości w systemie. Nowość ta nazywa się DRM i, jak to bywa z nowościami od MS, była znana już w starożytności. Tym razem dosłownie. Nie wierzysz? Jest to proste do udowodnienia. Prawdopodobnie posiadasz w domu taką książkę, która się nazywa Biblia/Pismo Święte/Nowy Testament albo jakoś podobnie (jak nie posiadasz to możesz znaleźć w Internecie). Zajrzyj więc do trzynastego rozdziału ostatniej księgi Nowego Testamentu, Apokalipsy świętego Jana (zwanej rówież księgą Objawienia, Widzenia albo błędnie Apokalipsą według świętego Jana). Pozwól, że zacytuję wersy 16-17 z mojego wydania Biblii Tysiąclecia:
I sprawia, że wszyscy:
mali i wielcy,
bogaci i biedni,
wolni i niewolnicy
dają sobie znamię na rękę swą prawą lub na swe czoło
i że nikt nie może kupić ni sprzedać,
kto nie ma znamienia -
imienia Bestii
lub liczby jej imienia.
Oto istota DRMów opisana (w tylko nieco innej formie) w zaledwie sto lat po narodzinach Chrystusa, czyli około 1900 lat przed ich wprowadzeniem. Czym jest ten cały “DRM”? Bez wnikania w techniczne zawiłości jest to system (software’owy (program) lub hardware’owy (sprzęt komputerowy)), który wprowadza kontrolę nad treścią używaną w obrębie tego systemu. Konkretniej: treść jest tak szyfrowana, żeby ograniczyć swobodę użytkowania jej. Typowym przykładem DRMów jest sklep muzyczny iTunes, w którym to zakupione utwory da się (teoretycznie) odtworzyć niemal wyłącznie w iPodzie. Chore.
Ale to jeszcze nic. System oferowany w Viście wymaga, żeby używana na komputerze karta graficzna czy dźwiękowa była zatwierdzona przez Microsoft. Tak jest (nie wierzysz? potwierdza to sam Microsoft)! Koniec z możliwością decydowania, jaką kartę chcesz kupić. Od teraz o tym, co wolno kupić, a czego nie będzie decydował Microsoft. Oczywiście, jeśli zdecydujesz się na jego system. Jak się nie dostosujesz, to może się okazać, że odtworzenie pod Vistą oryginalnego filmu jest niemożliwe. Trudno nie przyznać tu, że sytuacja jest analogiczna do biblijnej - jeśli Twój sprzęt nie posiada znamienia Microsoftu, nie będziesz mógł (mogła) wykonywać na nim pewnych akcji.
Wprowadzenie DRMów to świetne posunięcie marketingowe Microsoftu, bo daje mu prawną przewagę nad systemami operacyjnymi, które tego nie zrobiły. No bo w końcu to wytwórnie filmowe chcą zabezpieczać DRMami filmy. A Microsoft, ulegając presji (czyli wprowadzając DRM do systemu), daje im do tego przyzwolenie. Przyczyną takich kroków wytwórców jest ochrona przed piractwem. Za przeproszeniem, dupa Jaś. Po pierwsze: Nie ma zabezpieczeń nie do złamania. Jak ktoś będzie chciał piracić to i tak będzie. Po drugie: Ja, podobnie jak miliony innych osób na całym świecie, nie korzystam z rozwiązań Microsoftu. Używam Linuksa i nie zamierzam się przesiadać z powrotem na ten, za przeproszeniem, ograniczający umysłowo badziew. Nie chcę, nie stać mnie i tak dalej. No i teraz tak: Chcę sobie kupić oryginalny film, żeby wynagrodzić wytwórców za ich pracę włożoną w produkcję. Okazuje się jednak, że film jest zabezpieczony DRMem, a mój Linux nie dał się zaszantażować Hollywoodowi i nie ma ich obsługi. Mam dwa wyjścia: Kupić oryginalny film i złamać zabezpieczenia filmu, by móc go odtworzyć, albo ściągnąć z Internetu piracką kopię bez zabezpieczeń. Oba rozwiązania są nielegalne, z tym że jedno kosztowałoby mnie cenę filmu (kilkadziesiąt-kilkaset złotych), a drugie jest darmowe. Chyba oczywistym jest, co wybiorę. Wytwórcy filmowi myślą, że wprowadzając DRMy zmniejszą skalę piractwa. Za przeproszeniem, gówno prawda. Nie zmniejszą, tylko zwiększą, bo niektórzy będą zmuszeni do piracenia.
Na koniec mała uwaga, zdaje się oczywista, choć niekoniecznie: Nie uważam, żeby Microsoft był zapowiadaną Bestią, a DRMy znamieniem. Aż takim fanatykiem to ja nie jestem. Po prostu zauważam pewne analogie.
I jeszcze jedna: Zastanów się dwa razy, zanim kupisz Vistę. Microsoft już nieraz szpiegował i kontrolował swoich klientów. W razie czego: ostrzegałem.
I już ostatnia: Myślisz sobie: “Jesteś fanatykiem i tylko krytykujesz Microsoft, bo używasz Linuksa. Jesteś zaślepiony przez Open Source i dlatego traktujesz MS jak swojego wroga”. Warto żebyś pamiętał(a), że jeszcze pół roku temu nie używałem Linuksa. A jednak coś mnie skłoniło do zmiany. Może więc wcale nie jestem zaślepiony. Owszem, często uważam MS za wroga, ale mam do tego bardzo konkretne powody.
