Tak więc nie zmieniam jak na razie adresu i serwera bloga (patrz: update do poprzedniej notki). Coś jednak uległo zmianie. Kolejny nudny blog przestał być kolejnym nudnym blogiem i stał się miejscem o dość znaczącym tytule. Nowa nazwa bloga to The Future Is Open. Co ona oznacza? Ideę, w którą wierzę. W którą wierzyłem 2,5 roku temu, gdy przesiadałem się na Firefoksa, wtedy w wersji 0.9. W którą wierzyłem 2 lata temu, gdy aktywnie uczestniczyłem w projekcie Wikipedia. W którą wierzyłem ponad rok temu, gdy przesiadałem się na OpenOffice.org w wersji 1.1.4. W którą wierzyłem pół roku temu, gdy pomagałem serwisowi Osiolki.net czynić polski Internet bardziej dostępnym. I wreszcie w którą wierzyłem, gdy trzy miesiące temu przesiadłem się na Linuksa.
Co to za idea? Idea wolności i otwartości. Wolności wyboru przeglądarki, systemu, ale i muzyki czy sposobu życia. Otwartości standardów, programów, ale również Internetu i wiedzy dla wszystkich ludzi. Ta idea nie miała nigdy ścisłej formy, sentencji, która by ją streściła w jednym zdaniu. Z pomocą przyszła mi firma IBM, której Microsoft zawdzięcza zdobycie monopolu na systemy operacyjne (vide głośna sprawa korupcyjna, w której MS przekupił IBM, żeby ten wgrywał na swoje komputery wyłącznie ich systemy operacyjne). Teraz IBM odwrócił się od Redmond i zaczął wspierać ruch OpenSource. Bezpośrednio natchnęła mnie jedna z reklamówek Linuksa. Bo przyszłość jest jasna. Przyszłość to OpenSource.
