Wielki Post już się kończy, więc to co teraz napiszę, to trochę musztarda po obiedzie, ale następująca myśl naszła mnie dopiero wczoraj, w Wielki Piątek.
Sytuacja nastąpiła wczoraj: jechałem autobusem, a koło mnie siedziały dwie typowe "laski" – trzy godziny w solarium, dwa kilo tapety i można pokazać się na ulicy. Brzydkie jak noc i wulgarne, ale już mniejsza o to. Rozmawiały o jakichś bzdetach (mogących być z powodzeniem scenariuszem do niejednego serialu brazylijskiego) i śmiały się na cały głos. Ten śmiech mnie denerwował. "Mogłyby się nie śmiać przynajmniej w Wielki Piątek" – pomyślałem. Chwilę później zganiłem sam siebie. "A w zasadzie czemu miałyby się nie śmiać? Czy to, że jest post, oznacza że wszyscy musimy chodzić smutni?".
Starając się rozwinąć myśl doszedłem do wniosku, że ludzie dużą wagę przywiązują do umartwiania się (zewnętrznego!). Ciekawe, że o wiele bardziej jest podkreślana konieczność umartwiania w Wielkim Poście, niż konieczność radowania się ze zmartwychwstania w okresie wielkanocnym.
Już dawno zastanawiało mnie, dlaczego młodzi (sam jestem młody) nie lubią Kościoła (tego przez małe "k" też). Otóż pewnie dlatego (przynajmniej mnie konkretnie to odpycha), że Kościół kojarzy się z zasadami (zwanymi Dekalogiem, przykazaniami itd), powtarzającą się co tydzień tą samą mszą (i starają się nam wmówić, że za każdym razem można odkryć coś nowego) i właśnie tym tytułowym umartwianiem się. W świetle głoszonych tez katolik powinien być ponury, zamknięty w sobie i przed każdym krokiem myślący czy przypadkiem nie popełnia grzechu.
A przecież wiara w Chrystusa jest religią pełną nadziei, miłości i radości. Tak, RADOŚCI. Przecież wierzymy, że Bóg nas kocha ponad wszystko i gotów był nawet poświęcić za nas Swe życie. Sama świadomość tego rozpiera mnie dumą i szczęściem. Jesteśmy największymi szczęściarzami, jakich widziała ziemia! Dlaczego Wielkanoc to święta umiarkowane pod względem radości, a poprzedzone ponad miesiącem umartwiania? Po tych czterdziestu dniach powinna nastąpić eksplozja radości. A jakoś się nie zapowiada, również w tym roku. Hej! Przecież On zmartwychwstał, pokonał śmierć i Szatana, daje nam nadzieję! Czemu nie słyszę okrzyków radości?
"Prochem jesteś i w proch się obrócisz" – słyszymy w Środę Popielcową. Czemu nigdy nie usłyszymy "Zostałeś stworzony na obraz i podobieństwo Boga – istoty doskonałej"? Albo "Jesteśmy dziećmi i dziedzicami Boga"?
Wesołych – dokładnie, wesołych – Świąt Ci życzę, dziedzicu Boga!
